Następny ranek pojawił się zbyt szybko i przyniósł gwałtowne zmiany.
Musieliśmy się spakować i wyruszyć w nieznane...
Niektórzy woleli tego nie widzieć, chociaż za oknem już ukazywał się całkiem obiecujący widok
Patrzyliśmy oniemiali z wrażenia
Sroczki już coś wypatrzyły...
Może ktoś zagrałby dla nas?
Jeszcze czekało na nas Muzeum Higieny...
Muzeum Higieny nie da się opisać, trzeba przeżyć, zobaczyć, zdiwić się, dotknąć...
Może dlatego nie wolno tam robić zdjęć?
Parę z broszury reklamowej
Zapraszamy na obiad
A kolacja już w Polsce - CKU Zielona Góra
I do Dżonkowa.
To już jak do domu...
I mecz można było obejrzeć
Szalejący kibice...
I kominek też był.....
Niektórzy pachnieli później, jakby całe życie w wędzarni mieszkali, ale czegóż się nie robi dla odrobiny frajdy...
I zapadła noc...